bliżej świata

Vancouver, BC

  • 3 stycznia 2012
  • świat
  • obyczaje
  • opinie
  • ludzie
  • stare dzieje
  • wizjer
  • wszystko gra
  • powieść odcinkowa
  • o autorze
  • kontakt
  • archiwum
    • za trzy dni okupacja...
    • chrobry rozrabiaka
    • warchlaki w vancouver
    • tu nie będzie rewolucji
    • to dziki kraj
    • nie ma winnych...
    • dzieje jednego zdjęcia
    • panie szofer, gazu
    • pięć pięćdziesiąt się należy
    • helloween
    • tajemnica hycroft mansion
    • powieść (odcinek 1)
    • Pierwsze kary dla...

za trzy dni okupacja...

Od połowy września nieprzerwanie trwa akcja ruchu Occupy Wall Street. Protestujący w Nowym Jorku i wielu innych miastach USA demonstrują swoje rozczarowanie obecną polityką finansową rządu, a dokładniej niesprawiedliwym podziałem odpowiedzialności i problemów wynikających z kryzysu. Zwracają też uwagę na drastyczny spadek zainteresowania władz dla problemów i coraz bardziej pogarszającej się sytuacji amerykańskiego społeczeństwa, podczas gdy polityka rządu skoncentrowana jest wyłącznie na kwestiach ekonomicznych.

Podczas gdy demonstranci z USA wchodzą w czwarty tydzień protestów, nadal nie wiadomo, jak dużym poparciem akcja spotka się w Kanadzie i jak długo potrwają ewentualne demonstracje. Tak czy inaczej, za kilka dni, a dokładniej podczas najbliższego weekendu w kanadyjskich miastach spodziewane są pierwsze akty solidarności i wsparcia dla Occupy Wall Street. Global Revolution Day – pod tym hasłem, w sobotę rusza fala ogólnokanadyjskich protestów.

Kanadyjscy aktywiści - oprócz pytań na temat sensu współczesnego kształtu polityki ekonomicznej, pragną również zaprotestować przeciwko chciwości korporacji, koncentracji bogactwa i coraz częstszym skargom na pogarszanie się życiowych standardów oraz krytycznym warunkom, w jakich ostatnimi czasy przyszło żyć, nie tylko najuboższym warstwom kanadyjskiego społeczeństwa.

- Głupotą byłoby lekceważenie tego co się dzieje – komentuje reżyser Mike Moore, zaproszony do obrad Occupy Movement. – To jest w sensie dosłownym powstanie. Powstanie ludzi, którzy mają już dość. To już zaczęło się rozprzestrzeniać na inne miasta, a nawet inne kraje. I już się nie zatrzyma. Przyłączą się dziesiątki, a potem setki tysięcy ludzi. A ich zadanie nie jest wcale trudniejsze od wyzwań, jakim stawiali czoła w przeszłości. Większość Amerykanów ma serdecznie dość tego, co symbolizuje Wall Street. Mamy więc gigantyczną armię, która tylko czeka na kogoś, kto nareszcie coś zrobi. To COŚ właśnie się zaczęło…

Niepokoje zarówno mieszkańców USA, jak i Kanady są doskonale wytłumaczalne i zrozumiałe – mówią organizatorzy Occupy Toronto. - Prognozy rynkowe mówią bowiem o konieczności obniżenia standardu życia w krajach zachodnich o przynajmniej 10%, a niewykluczone że prawie o połowę... To katastrofa społeczna, porównywalna z sytuacją jaką zwykle wywołują wojny. Mamy więc do czynienia z chwilowo uśpionymi, ale nieuchronnymi i potężnymi, spontanicznymi siłami, które wymuszają reakcje społeczne i zdecydowaną, jak najszybszą zmianę polityczną.

Jedyne czego obawiają się organizatorzy to reakcja władz oraz społeczny odzew na rozszerzanie się ruchu, którego placówki założycielskie od kilku tygodni funkcjonują już w każdej z kanadyjskich prowincji oraz każdym ważniejszym mieście. Choć przekonanie o słuszności akcji nie słabnie, nie da się także lekceważyć argumentów, mających na celu schłodzenie temperatury sobotnich (oraz późniejszych) wystąpień, które zdaniem organizatorów mogą potrwać nawet kilka tygodni. Rzecz w tym, że zarówno Toronto, jak i Vancouver, czyli dwa miasta, które mają szansę na przyciągnięcie największej ilości uczestników, nadal liżą rany po niedawnych zamieszkach towarzyszących wydarzeniom o zgoła innym tle obyczajowym i społecznym.

Zarówno ubiegłoroczny szczyt G20 w Toronto, jak i czerwcowe zamieszki towarzyszące finałowi Stanley Cup w Vancouver trochę zmieniają optykę kolejnych ewentualnych akcji protestacyjnych, tudzież starć z policją, a co się z tym łączy - nieuniknionych strat oraz zakłóceń w życiu obu metropolii. Pomimo że skrajnie różne, choćby w kwestii zaplecza oraz przyczyn, oba zdarzenia, poprzez fakt udziału w nich setek tysięcy osób, rozpętały ogólnokrajową dyskusję na temat bezpieczeństwa oraz stanu przygotowania sił policyjnych do zabezpieczania i ewentualnego tonowania imprez masowych o tak wielkiej skali i rozmachu. 

- Po prostu nie wiem, czy jesteśmy gotowi na następną taką akcję, która – choć ze wszech miar słuszna - spowoduje w krótkim czasie kolejny paraliż miasta – komentuje Lydia Newton z Occupy Vancouver. – Decydujące ustalenia zostawiamy na sobotę, choć już teraz wiemy, że akurat w tym miejscu nasze protesty są lekko nietrafione. Doskonale rozumiemy sytuację protestujących w USA, a nasze przyłączenie się do innych demonstrujących będzie po prostu aktem wsparcia moralnego i solidarności, natomiast nie da się ukryć, że sytuacja ekonomiczna Brytyjskiej Kolumbii znacznie różni się od stanu notowanego w innych prowincjach, nie wspominając o USA. Szczególnie polityka społeczno – ekonomiczna lokalnych władz nie pozostawia zbyt wiele do życzenia. Otwarcie mówi się o kolejnej recesji, ale to raczej procesy zagrażające warstwom średnim naszego społeczeństwa, tym ocierającym się o ponadprzeciętny poziom życia. Drożeją lokale i pewne dobra luksusowe, ale nie nazwałabym tego kłodami rzucanymi pod nogi najuboższych. Dla nich wciąż jest alternatywa. Jest praca, jest opieka socjalna oraz cały wachlarz działań pomocniczych, a miasto nadal wydaje milion dolarów dziennie na samych tylko bezdomnych. Budżet na przyszły rok zakłada nawet podwyższenie tych kwot…To argumenty, których nie potrafimy odbić, choć przecież, szerzej patrząc, nie dokładnie o to chodzi protestującym w ramach akcji Occupy…

Organizatorzy vancouverskiego odłamu akcji zaprosili wszystkich zainteresowanych do zgromadzenia się w sobotni poranek w okolicach lokalnej Art Gallery – miejsca, które zwyczajowo służy jako punkt zborny dla wszelkich tego typu przedsięwzięć. Tam powstanie sztab operacyjny, tam również zapadną ostateczne decyzje dotyczące kształtu akcji protestacyjnej.

W Calgary działacze już rozbili obóz na wyspie Św. Patryka, skąd zamierzają koordynować działania na terenie miasta oraz całej prowincji. Specjalna komisja, w skład której wchodzą przedstawiciele zarówno protestujących, jak i władz zamierza codziennie kontrolować stan obozowiska Occupy Calgary, by uniknąć jakichkolwiek zagrożeń zdrowia lub bezpieczeństwa uczestników.

Tu bowiem kryje się kolejna przeszkoda oraz niesłabnące obiekcje dotyczące przygotowań do sobotniej ofensywy. Zarówno w przypadku opisywanego wcześniej szczytu G20, jak i vancouverskich zamieszek – winą za tragiczne efekty obarcza się nie tylko samych uczestników, ale także również lokalne władze, służby porządkowe oraz policję. Niedoszacowanie liczby uczestników, brak dbałości o bezpieczeństwo imprezy oraz działania nieadekwatne do sytuacji – to podstawowe zarzuty stawiane w podsumowaniu obu imprez...

I choć rozpoczęcie protestów stoi póki co pod znakiem zapytania, przygotowania nie ustają także po drugiej stronie barykady. Tym bardziej, że podobnie konkretne i realne zapowiedzi napływają m.in. od działaczy z Montrealu oraz Edmonton.

Na zaledwie cztery dni przed rozpoczęciem działań pod hasłem Occupy Toronto Market Exchange, szczegóły operacji nadal są niejasne. Nadal brak jest określonego lidera, czy choćby rzecznika akcji, natomiast internetowe forum, które posłużyć miało do sprecyzowania i określenia szczegółów sobotnich działań, póki co stało się piorunochronem dla nieustającej debaty na temat przejrzystości oraz zaufania do mediów władz i policji.

Wspomniana strona zawiera również mapkę sugerującą, że centralnym punktem demonstracji w Toronto mają stać się okolice Bay Street oraz York Street, ale dokładna lokalizacja nie została jak dotąd ogłoszona, co wielu sympatyków ruchu uważa za spore niedociągnięcie oraz swoisty brak zdecydowania ze strony organizatorów. Z drugiej strony istnieją poważne obawy natury strategicznej, zakładające, że ujawnienie wcześniej określonej lokalizacji pozwoli policji na ustawienie barykad i lepsze przygotowanie się do odparcia ataków demonstrantów, co może znacznie zmniejszyć skuteczność planowanego przedsięwzięcia. Jest to jednak opinia mniejszości.

Przejrzystość jest naszym najsilniejszym argumentem i atutem – komentują zwolennicy jawności działań ruchu Occupy Canada. – Gramy fair, a poza tym nie zapominajmy, że to my jesteśmy tymi 99 spornymi procentami. Przygotowania wymagają czasu, ale warto. Siła jest w naszej frustracji, na dodatek posiadamy ogromne społeczne poparcie. Jednak będziemy je mogli wykorzystać tylko wtedy, gdy będziemy otwarci, uczciwi i przezroczyści. A przede wszystkim gdy zapobiegniemy przemocy…

Trudno oprzeć się wrażeniu, że organizatorom akcji w istocie zależy na w pełni pokojowym przebiegu demonstracji. Już na początku tygodnia do władz policji w Toronto skierowano petycję, apelującą do sił policyjnych o powściągliwość i umiar w tłumieniu ewentualnych zamieszek. Autorzy apelu wzywają do poszanowania praw demonstrantów do pokojowego wyrażenia swoich racji oraz poglądów. - Chcemy uniknąć powtórki dramatycznych zajść z czerwca 2010, kiedy to miejsce miała fala niepotrzebnych aresztowań oraz agresywnych zachowań stosunku do uczestników zamieszek – czytamy w petycji.

Zarówno siły policyjne jak i ich szef Bill Blair oskarżone zostały o stosowanie podczas dwudniowego szczytu karygodnych taktyk operacyjnych oraz używanie niepotrzebnej, nadmiernej przemocy wobec osób pragnących jedynie wyrazić swoje opinie i poglądy, do których są przecież w pełni uprawnione.

Zupełnie inaczej wyobrażamy sobie rolę policji – komentują organizatorzy Occupy Toronto. - Która powinna przede wszystkim zadbać o bezpieczeństwo obywateli i zagwarantować jakieś podstawy przestrzegania indywidualnych praw i ochrony własności. Tymczasem zdarzenia z czerwcowego szczytu dowodzą, że póki co jest to raczej jakaś zmilitaryzowana siła polityczna, chroniąca interesy aktualnego rządu. Ale jest szansa, że jeśli wydarzenia towarzyszące Occupy Canada przebiegną w pokojowej atmosferze, powoli zacznie się zmniejszać przepaść jaka powstała między społeczeństwem i policją po dramatach, jakie miały miejsce w 2010 – tym optymistycznym akcentem kończy się oskarżycielska w swojej wymowie petycja.

- Jesteśmy świadomi powagi sytuacji, zgadzamy się też z ogółem zarzutów dotyczących zajść podczas szczytu G20 – komentuje rzecznik policji w Toronto Wendy Drummond. – Na podstawie tego, co dzieje się teraz w Nowym Jorku, mamy też przybliżony obraz planowanych po kanadyjskiej stronie działań. Opracowaliśmy kilka wariantów działania, ale przede wszystkim pragnę zapewnić, że będziemy tam, aby zapewnić bezpieczeństwo i pokojową formę protestu.

W poniedziałkowy wieczór, jeden z kanadyjskich finansistów, za pośrednictwem nadawanej przez CBC audycji Day Six nazwał przygotowania do akcji wspierającej Occupy Wall Street pomyłką i kompletnym niezrozumieniem ekonomicznych realiów. - Jak można winić kanadyjski system finansowy w tak ogromnym stopniu, jak ma to miejsce wobec Wall Street, ewidentnie winnej powstania m.in. systemu fatalnych, toksycznych kredytów hipotecznych? Przecież to zupełnie inna sprawa, inny system ekonomiczny, inny sposób prowadzenia polityki pieniężnej – przekonuje kanadyjski ekspert. I kończy dramatycznym pytaniem – dlaczego celem bezsensownych i nieuzasadnionych ataków ma być akurat Bay Street*?

Cóż, prawdą jest, że chęć przyłączenia się do akcji Occupy Wall Street ma po kanadyjskiej stronie charakter czysto symboliczny, toteż nie wiadomo, jakie racje zwyciężą w ostatecznym rozrachunku. Innymi słowy, trudno już dziś przewidzieć dalszy bieg zdarzeń, choć organizatorzy vancouverskiej części akcji zapewniają lokalne media, że planują okupować swoje posterunki przez kilka tygodni.

Pomimo tych deklaracji wszyscy zadają sobie pytanie, czy kryzysowa sytuacja potrwa dłużej, niż tylko nadchodzący weekend. Czy też rozegra się i wybrzmi dość szybko, będąc jedynie swoistym urozmaiceniem sennej, październikowej soboty w Toronto. Kiedy Bay Street jest zazwyczaj opuszczona, z wyjątkiem kilku zagubionych turystów, próbujących znaleźć Hockey Hall of Fame…


 

* Bay Street - ulica w centrum Toronto. Czasami jej nazwy używa się jako synonimu dzielnicy - Financial District. Znajduje się tu blisko trzydzieści wieżowców, mieszczących siedziby wielkich korporacji, jak również gigantyczne domy towarowe, a także kanadyjskie giełdy papierów wartościowych, w tym największa - Toronto Stock Exchange, druga pod względem wielkości w Ameryce Północnej, zaraz po NYSE z Wall Street.

Vancouver, 13 października 2011

Copyright 2011 Bliżej Świata. All rights reserved.

Web Hosting by Yahoo!

Vancouver, BC