bliżej świata

Vancouver, BC

  • 3 stycznia 2012
  • świat
  • obyczaje
  • opinie
  • ludzie
  • stare dzieje
  • wizjer
  • wszystko gra
  • powieść odcinkowa
  • o autorze
  • kontakt
  • archiwum
    • za trzy dni okupacja...
    • chrobry rozrabiaka
    • warchlaki w vancouver
    • tu nie będzie rewolucji
    • to dziki kraj
    • nie ma winnych...
    • dzieje jednego zdjęcia
    • panie szofer, gazu
    • pięć pięćdziesiąt się należy
    • helloween
    • tajemnica hycroft mansion
    • powieść (odcinek 1)
    • Pierwsze kary dla...

panie szofer, gazu...

Jak już się ludzie ogarną z podstawowymi problemami i potrzebami, albo gdy nie mają większych zmartwień, to się wtedy zaczynają zajmować pierdołami - skomentował jeden z moich serdecznych kolegów, gdym się z nim przedpremierowo podzielił tematem niniejszej opowiastki. Ano, co kraj to obyczaj -pomyślałem, bo też owe pierdoły odgrywają w życiu lokalnej (czyli vancouverskiej) społeczności całkiem niebagatelną rolę. A rzecz dotyczy - ni mniej ni więcej - podstawowych zachowań i odruchów podczas korzystania z dobrodziejstw lokalnej komunikacji lądowo - szynowo - wodnej.

TransLink to projekt niezwykły, nie bójmy się tego słowa. Kto miał przyjemność choć raz z niego korzystać, ten wie, że jest to jeden z najdoskonalszych na świecie systemów komunikacyjnych. Autobusy, trolejbusy, metro i tak zwane sea-busy (czyli ekspresowe promy łączące środmieście z północną częścią miasta) sprzężono w doskonałą, niezawodną i szalenie efektywną całość, która pozwala na ultraszybkie przemieszczanie się po terenie całej metropolii.

Podróż prywatnym samochodem w porównaniu z TransLinkiem odpada w przedbiegach. Szczególnie w godzinach szczytu. Za kółkiem własnego wozu zasiada - moim skromnym zdaniem - jedynie ten, kto musi. Poza pobudkami czysto lanserskimi nie przychodzi mi jednak do głowy żadna inna, racjonalna przyczyna używania własnego samochodu.

Nie o zdobyczach cywilizacyjnych traktować ma jednak ta opowieść, a bardziej o międzyludzkich relacjach spotykanych, że tak powiem, na trasie. Tak się bowiem składa, że wyższe wykształcenie salonowe jest w tych stronach widziane bardzo mile. Co sprawia, że się obycie takowe promuje z dużą mocą i stanowczością. A żeby nie było posądzeń o zamordyzm, fanaberie, pogwałcenie swobód obywatelskich oraz uszczęśliwianie na siłę, inicjatywa płynie od funkcjonariuszy publicznych, w tym wypadku kierowców, zawiadowców i innych motorniczych. Którzy poza prezentacją na każdym kroku nienagannych manier są także chodzącą informacją. Nie tylko podróżniczą w ujęciu komunikacji miejskiej, ale chciałoby się rzec - turystyczno - krajoznawczą.

Nie dalej jak w ubiegłym tygodniu, na pętli autobusowej przy Terminal Avenue, nieopodal mojej mekki czyli osławionego sklepu z gitarami sieci Long & McQuade, byłem świadkiem pysznej (choć nie aż takiej znowu niecodziennej) rozmowy, która mimochodem zawiązała się pomiędzy kierowcą a parą turystów z Kentucky, którzy przybyli w te strony na spóźnione wakacje. I nie za bardzo kumali, co się zamiejscowym niekiedy zdarza.

Zaczęło się od oswojenia zagadnień elementarnych typu skąd wziąć bilet i jak go najsprytniej spożytkować. Następnie kierowca udzielił amerykańskiej parze krótkiego instruktażu na temat obskoczenia w ciągu jednego dnia głównych lokalnych atrakcji. Po czym rozmowa przeniosła się w obszary kajakarstwa, rybołówstwa oraz szeroko pojętej cyklistyki. Wykład został poparty litanią nazw oraz adresów wypożyczalni rowerów oraz sprzętu pływającego, instytucji wydających licencje na wędkowanie, jak również krótką charakterystyką okolicznych łowisk, z uwzględnieniem okresów ochronnych oraz dopuszczalnych wymiarów odławianych stworzeń, tudzież ich walorów smakowych.

W pewnej chwili, przed samym odjazdem kierowca zorientował się, że podał chyba trochę za dużo informacji. W sensie ilościowym, ma się rozumieć. Wydobył więc z kieszeni ołówek oraz kajecik i zaprezentowane uprzednio kaskady faktów oraz danych błyskawicznie przelał na papier, który z uśmiechem wręczył zaskoczonym turystom. Po czym odpalił maszynę i, zapuściwszy 96.3 Classical FM pomknął w stronę śródmieścia.

Para Amerykanów nie mogła się nadziwić oraz nachwalić uprzejmości Pana Kierowcy, mnie z kolei nie zdumiało to zbytnio, bo już nie raz byłem świadkiem podobnie ozdobnej i wykwintnej obsługi klienta.

Oczywiście w zamian za tak wysoki poziom usług, od pasażerów również wymagana jest jako taka etykieta. Powiedzmy sobie szczerze, trochę przeze mnie niespotykana w innych krainach, jakie przyszło mi odwiedzić w moim krótkim, acz malowniczym życiu.

I jakoś tak kole weekendu wpadła mi w ręce gazetka pokładowa, dostępna w każdym z pojazdów sieci TransLink. Tamże pomieszczono wyniki ankiety, której u schyłku lata poddano szanownych pasażerów. Pozostawiam bez komentarza, chociaż przyznam, że najbardziej oszołomiony, a zarazem podbudowany jestem fragmentem dotyczącym pożegnalnych procedur względem osoby Pana Kierowcy.

Oczywiście w każdej zbiorowości napotkać można czarne owce, tudzież osobniki, które – z rozmaitych przyczyn - danego dnia są akurat nie w sosie. Mieliśmy na przykład ubiegłego roku taką czarną serię zdarzeń, która sprawiła, że pokonanie trzykilometrowego dystansu pomiędzy śródmieściem a wesołym miasteczkiem zajęło nam blisko dwie godziny. Pierwszy z kierowców odmówił bowiem przyjęcia od nas banknotu pięciodolarowego, co poniekąd było działaniem przepisowym, gdyż taka jest prawda, że maszyneria pokładowa akceptuje tylko wyliczony bilon. Ale widywałem i takie krzepiące obrazki, kiedy to z braku odpowiednich nominałów wyjątkowo zezwalano klienteli na kurs bezpłatny. Nie tym razem.

Kolejny autobus akurat zjeżdżał do zajezdni, zaś kierowca nie do końca był wyposażony w język angielski, więc siłą rzeczy trochę lapidarnie zostaliśmy poinformowani o alternatywnych formach transportu. Co się zwyczajowo praktykuje w formie piętnastominutowego wykładu pełnego numerów linii, przesiadek, pętli, tudzież innych działań pomocniczych.

Są to jednak wyjątki, które tylko potwierdzają regułę, natomiast w dziewięćdziesięciu dziewięciu koma dziewięć procenta przypadków współpraca oraz komunikacja pomiędzy prowadzącym wóz a jego pasażerami układa się iście koncertowo.

Czego i Państwu życzę.


Vancouver, 24 października 2011

Copyright 2011 Bliżej Świata. All rights reserved.

Web Hosting by Yahoo!

Vancouver, BC